Jimmy Carter na wyższy urząd

W wieku 93 lat były prezydent Jimmy Carter wygłasza mądre i mocne kazania, które uświadamiają nam, że potrzebujemy go teraz bardziej niż kiedykolwiek.

Niedzielne poranki w Plains, Georgia, Pan Jimmy budzi się w swoim niezmienionym domu na ranczo z urządzeniami z lat 70. i tymi samymi starymi blatami Formica o zwykłej godzinie 5 rano i nieuchronnie robi notatki z lekcji biblijnych, do których w większości nigdy się nie odnosi, a następnie, po ablucjach i 7 JESTEM śniadanie z Rosalynn – płatki owsiane są ulubioną – Secret Service przewozi go przez miasto czarnym samochodem, obok stacji benzynowej, która kiedyś należała do jego brata, obok jego starej siedziby kampanii w małym magazynie, obok domu, w którym Rosalynn się urodziła, do Kościół Baptystów Maranatha.

Kościół jest strzałem w dziesiątkę jego deptaków — zielonej równiny, na której siedzi Plains, gdzie poluje i łowi ryby. Otrzymuje warzywa z farmy, w której dorastał, kilka mil za miastem, która obecnie znajduje się w Krajowym Rejestrze Miejsc Historycznych. Odwiedza go co jakiś czas, a tam jest stara sypialnia pana Jimmy'ego, z modelem drewnianego statku i wyblakłą kopią Wojna i pokój, jest też stół w jadalni, przy którym rodzina Carterów – dwie dziewczynki i dwóch chłopców – siadała do jedzenia albo do czytania i jedzenia, jak nalegała matka pana Jimmy'ego, Lillian, aby jej dzieci zawsze czytały. I jest też brudny kort tenisowy z czerwonej ziemi, zbudowany przez ojca pana Jimmy'ego, Earla, samego nauczyciela szkółki niedzielnej, który zatrudnił niegodziwego ciosa, żeby zawsze bić syna.



Około 40 niedziel w roku pan Jimmy materializuje się z powietrza, migocząc przed nami w Maranatha, by prowadzić studium biblijne, mówiąc: Nie, świat się nie skończy. Jeszcze nie teraz. Choć z wiekiem jest elfem, od razu rozpoznalibyście go jako naszego 39. prezydenta: z tymi samymi zamglonymi, lodowoniebieskimi oczami, tą samą prostokątną głową, tym samym słynnym 1000-watowym uśmiechem. Ale kiedy naucza w ten sposób, przekształca się z twojej wizji Jimmy'ego Cartera w kogoś innego, jakiegoś 93-letniego znawcę podobnego do Yody, który w swojej dziesiątej dekadzie życia wciąż posiada ten najrzadszy z przewiewnych towarów: nadzieję .



Nadzieja to coś, o czym pan Jimmy dużo myśli – i wiara, z której w pierwszej kolejności wyrasta nadzieja. To coś, z czym się rodzisz, wiara, ale także coś, co musisz nakładać codziennie, jak żel lub krem. Mówi, że najpierw wierzysz w swoją mamę, kiedy ssiesz jej pierś. A potem masz wiarę w swoich ludzi: zwarty krąg krewnych i sąsiadów w twoim mieście. Potem – twój kraj. Mówi jednak, że najważniejsza może być wiara w jakiegoś stwórcę. Pan Jimmy mówi, że możesz wypełnić puste miejsce: Muhammad, Budda, Jezus… Gaja, Marsjanie, T'Challa, król Wakandy…



Przed zgromadzeniem — wiosną i latem, jesienią i zimą — przechadza się po zielonym dywanie, jak to czasem robią starzy ludzie, jakby na pokładzie statku płynącego po falującym morzu. Nosi turkusowe bolo, gdzieś pomiędzy groovy a co? Jego twarz jest wciąż elastyczna, mięśnie jarzmowe odruchowo przyciągają jego usta do tego uśmiechu, ale jego głos czasami zmienia się w flegmę bez zauważenia – i zaczyna kaszleć. Jego umysł to kipiąca cudowna rzecz. Jego pamięć jest ostra, jego szczypty humoru nieoczekiwane.

Więc nie uśpiłeś ich, prawda? – mówi do pastora, Brandona Pattersona, pewnego kwietniowego poranka, kiedy podchodzi do mównicy, błyskając złośliwym uśmiechem. Odwraca się do przepełnionego tłumu. Lubisz naszego pastora, ok? Pomruki zgody. Cóż, właśnie skończył swoje 24. urodziny, ożenił się i dostał dahwg. Pan Jimmy wisi na słowie i nagina je do śmiechu. Kiedyś kłóciliśmy się o to, kto bardziej kochał swoją żonę, ale teraz podzielił swoją miłość między: dahwg i jego żonę, więc myślę, że go wyprzedzam!