Amerykański misjonarz i plemię bez kontaktu

Amerykański misjonarz John Chau wyruszył w 2018 r., aby nawrócić niezwiązane z nim plemię Sentinelese w nadziei na wielkie przebudzenie. Czekała nas tragedia.

1. Pierwszy kontakt

Przez 11 dni w listopadzie 2018 John Chau żył głównie w ciemności. Podczas gdy cyklon uderzył w Zatokę Bengalską, Chau poddał się kwarantannie w bezpiecznym domu w tropikalnym zakątku Port Blair w Indiach, nigdy nie wychodząc na zewnątrz, by cieszyć się słońcem. 26-letni amerykański misjonarz miał nadzieję, że jego ciało wyleczy wszelkie utrzymujące się infekcje, aby nie zachorować Sentinelese, plemię zbieracko-łowieckie, o którym marzył, by nawrócić się na chrześcijaństwo. Byli izolowani na swojej odległej wyspie przez wystarczająco dużo wieków, że nigdy nie wykształcili nowoczesnych przeciwciał. Nawet zwykłe przeziębienie mogło ich zniszczyć.

Podczas tego odosobnienia Chau utrzymywał twardość ciała swojego alpinisty, wykonując trójkątne pompki, podwijanie nóg i przysiady. Ale przede wszystkim wzmacniał swoją duszę modlitwą i czytaniem historii udręk, z jakimi borykali się pionierzy amerykańscy misjonarze w Azji Południowo-Wschodniej, którzy byli dla niego inspiracją. Boże, dziękuję Ci, że wybrałeś mnie, zanim jeszcze ukształtowałem się w łonie matki, na posłańca Twojej Dobrej Nowiny – pisał w swoim pamiętniku. Niech Wasze Królestwo, Wasze Rządy i Panowanie przybędą teraz na Wyspę North Sentinel.



Gdy sztorm w końcu minął, załoga miejscowych chrześcijan ukryła Chau na swojej 30-metrowej, otwartej drewnianej łodzi i wyruszyła w ciemności na najbardziej ekstremalne odkrycie archipelagu Andamańskiego, prawdopodobnie trasą przypominającą normalną wyprawę na ryby. Gdy omijali inne statki, jak zanotował Chau, Droga Mleczna znajdowała się na górze, a sam Bóg osłaniał nas przed patrolami Straży Przybrzeżnej i marynarki wojennej. Rząd Indii zakazuje kontaktów z Sentineles jako sposób ochrony ich przed obcymi – i obcymi przed nimi. Sentinelese utrzymali swoją niezależność, często odpychając cudzoziemców z ich linii brzegowej strzałami o długości ośmiu stóp.



Bioluminescencyjny plankton oświetlał skaczące ryby niczym rzucające się syreny, gdy łódź przepłynęła ponad 60 mil. Około 4:30 załoga zauważyła trzy ogniska na odległej plaży, a następnie zakotwiczyła poza rafą koralową wyspy. Odpoczywając z zamkniętymi oczami, ale nie śpiąc, Chau miał wizję, jakiej nigdy wcześniej nie miałam, meteorytu – prawdopodobnie reprezentującego samego siebie – pędzącego w kierunku przerażającego miasta z poszarpanymi iglicami, pozornie Sentinel Island. Potem białawe światło wypełniło [miasto] i wszystkie przerażające fragmenty rozpłynęły się. Nie mógł przestać się zastanawiać w swoim pamiętniku: PANIE jest tą wyspą ostatnią twierdzą Szatana, gdzie nikt nie słyszał ani nawet nie miał szansy usłyszeć Twojego Imienia?



Dawn wkrótce ujawnił chatę na białej, piaszczystej plaży, wspartej pierwotną dżunglą. Chau wyładował z rybackiej łodzi kajak i dwie wodoodporne skrzynie zapchane zapasami przetrwania w dziczy. Wiosłował pół mili w płytkiej wodzie nad martwym koralem, a gdy zbliżał się do brzegu, usłyszał kłapiące i gaworzące kobiety. Potem dwóch ciemnoskórych mężczyzn, ubranych niewiele, jeśli w ogóle, wybiegło na plażę, krzycząc w języku, którego nie używa nikt na świecie poza ich plemieniem. Trzymali się za łuki, choć jeszcze nie założyli na nich strzał.

czy powinienem obciąć włosy mężczyźni?

Ze swojego kajaka Chau krzyczał po angielsku: Nazywam się John. Kocham cię, a Jezus cię kocha. Jezus Chrystus dał mi upoważnienie do przyjścia do ciebie. Następnie, oferując tuńczyka, najprawdopodobniej złowionego przez rybaków w drodze na wyspę, Chau oświadczył: Oto ryba! W odpowiedzi Sentineles zakładali bambusowe strzały na cięciwy z włókien kory. Chau spanikował. Wrzucił prezent do zatoki. Kiedy członkowie plemienia go zebrali, odwrócił się i wiosłował, jak nigdy w życiu, z powrotem do łodzi.



Jednak zanim osiągnął bezpieczeństwo, jego strach już zamieniał się w rozczarowanie. Przysiągł sobie, że wróci później tego dnia. W końcu planował ten moment już od liceum. Wierzył, że jego boskim powołaniem było ratowanie zagubionych dusz North Sentinel Island.


2. Powołanie

Pozornie John Chau cieszył się normalnym dzieciństwem lat 90. na przedmieściach Portland w stanie Oregon, grając w piłkę nożną i wykonując działalność charytatywną w swoim kościele. Zdjęcia rodzinne pokazują pucołowatego chłopca uśmiechającego się do swojego chińskiego ojca, psychiatry w parkach narodowych, a jego amerykańska prawniczka, prawdopodobnie za aparatem. Ale nie tylko te wakacje zainspirowały jego miłość do dzikiej przyrody. Pewnego dnia, jeszcze w szkole podstawowej, Chau znalazł książkę w gabinecie swojego taty na dole i wytarł kurz z jej okładki, by odkryć: Robinsona Crusoe. Historia samotnego rozbitka na tropikalnej wyspie wciągnęła go w opowieści przygodowe.